Drodzy właściciele, panujcie nad swoimi psami

W ostatnią niedzielę miałem niemiłe spotkanie z psem, choć to dziwne, bo kocham różne istoty żywe. Wyobraźcie sobie: wyszliśmy z Jolą z metra, idziemy chodnikiem, a tu nagle w moją stronę biegnie jakaś szalona suczka. nadal spokojnie wykonywałem swoją pracę, bo Jola nie lubi, kiedy w szorkach interesuję się psami. Wtedy ta dziewczynka podbiegła, oszczekała mnie, nawarczała na mnie dopiero wtedy ujawnili się jej opiekunowie. Zapytali, czy zostałem pogryziony. Oświadczyli, że już trzymają psa na smyczy. Jola jednak obawiała się o moje bezpieczeństwo. Wyciągnęła laskę i przeszła ze mną przez trawnik, a potem przez ulicę. Chciała być dalej od zwierzątka i jego niefrasobliwych opiekunów. A mnie tak „na dzika” nie wolno prowadzić. Po trawnikach mogę spacerować i biegać tylko  poza pracą w parku, albo na wybiegu dla psów.

Wczoraj Jola opowiadała cioci tę historię i przypomniała sobie jeszcze jedno wydarzenie z początków naszej współpracy, kiedy to szliśmy razem do domu. Nasz sąsiad dog argentyński podbiegł do mnie z jak najgorszymi zamiarami. Próbowałem go rozbroić, zginając przednie łapki i machając ogonkiem. Jola ogromnie krzyczała i zwróciła się do opiekuna zwierzęcia: „proszę zabrać psa”. Wtedy opiekun doga przyszedł i zaczął mnie ciągnąć. „Nie tego – swojego” krzyczała. „Nie mogę odpowiedział, „bo mój pies nie ma ani smyczy, ani obroży”.

Tak, tak, to była zupełna beztroska, a nawet bezmyślność. Na szczęście są też rozsądni i sympatyczni właściciele jeszcze sympatyczniejszych czworonogów. Na przykład w okolicy naszego domu mieszka mój przyjaciel Mano, a jego właścicielka – Magda – zaprzyjaźniła się z Jolą i razem chodzimy bezpiecznie pohasać na wybiegu. Zresztą Asia, która do niedawna chodziła z Brysiem, nieraz opowiada, że słyszała, jak odpowiedzialni właściciele dyscyplinują swoje pieski, żeby nie przeszkadzały przewodnikowi.

Merdam przyjaźnie –

Major  dobrze nastawiony do wszystkich istot żywych

Odpowiedz

Komentarz: