Jak mi smutno…

W ubiegły poniedziałek spotkałem w Fundacji Brysia, ale źle się czuł i nie mogłem z nim poszaleć. Kiedy wychodził do lecznicy, chciałem za nim wybiec, żeby jakoś go pocieszyć, ale Jola zawołała mnie i pobiegłem do niej. Wtedy myślałem, że Bryś szybko wróci i wszystko będzie jak zawsze.

Przez kolejne dwa dni wchodziłem radośnie do biura w nadziei, że on znowu tam przyjdzie. Niestety coś się zmieniło: podbiegałem do pustego Brysiowego posłania i  robiło mi się smutno. Z rozrzewnieniem wspominałem wspólne zabawy piłeczką i radosną bieganinę. Pamiętam, że czasem pakowałem się Brysiowi do łóżka. Oj, zachowywałem się wtedy jak ogier, A teraz marzę o powrocie Przyjaciela.

Od środy wszyscy płaczą, najbardziej Asia. I tego dnia uświadomiłem sobie, że mój Przyjaciel Bryś nie wróci.

W czwartek przy ul. Grójeckiej w Miejscu Aktywności Lokalnej było spotkanie wolontariuszy i młodych piesków. To trochę obudziło moją nadzieję na nowe znajomości z chłopakami i dziewczynami, których teraz szkoli się więcej. Miło, że jesteście, ale Brysia nikt nie zastąpi.

Zostałem jedynym psem w fundacji. W związku z tym mimo braku talentu literackiego postaram się wypełnić ostatnią wolę mojego Przyjaciela i będę tu pisał.

Was też nie zostawię bez wieści.

Pozdrawiam –

Smutny Major

Odpowiedz

Komentarz: