Lady D i Gentleman R

8 maja byliśmy w sejmie na uroczystości wręczenia tytułów Lady D. Moja Pani też została nagrodzona w kategorii „Życie Społeczne”. Tego dnia wbiegliśmy do sejmu na ostatnią chwilę. U celu zobaczyłem, że znaleźliśmy się w Sali Kolumnowej, gdzie już czekały na nas osoby z pierwszych stron gazet, ale także Rodzina, przyjaciele oraz bliscy, pracownicy i współpracownicy Fundacji.

Ta uroczystość miała charakter oficjalny. Po jej rozpoczęciu trochę się rozluźniłem, ale tak naprawdę czuwałem, bo przecież wiem, że w podobnych sytuacjach obowiązki zawodowe mnie wzywają. Tak też się stało – w pewnym momencie rozpoznałem na telebimie zdjęcie Joli i swoją podobiznę. Usłyszałem, że została wyróżniona. Pomyślałem wtedy, że nagroda jest również dla mnie. Jola doszła do mikrofonu, który stał w stosie kabli. Niezbyt dokładnie powiedziała mi, gdzie ją mam podprowadzić, dlatego ustawiliśmy się trochę bokiem. Potem coś nawet mówiła, ale ani słowem nie wspomniała o mnie, więc prężyłem się czochrałem, bo wprawdzie Jestem mniejszy od niej, ale miałem nadzieję, że może ktoś mnie zobaczy. Tym bardziej, że, kiedy czytał o nas P. Poseł Marek Plura, to słyszałem kilka razy pojęcie pies przewodnik. Więc chyba też byłem ważny. A komu Jola zawdzięcza tę swoją aktywność społeczną? Przecież mnie. Z białym kijem – moją konkurencją, tyle by nie osiągnęła. Dostaliśmy nawet piękne kwiaty. Potem śpiewał zespół Śląsk. Podczas koncertu Siedziałem w dolnej kondygnacji, obok Pepera. On był zaciekawiony, bo to młodziak. Ja jestem przyzwyczajony: koncerty, spektakle, wykłady to dla mnie chleb powszedni, więc miałem minę dostojnego znawcy. .

Po tych pierwszych oficjalnościach poszliśmy do gabinetu P. Marszałek Ewy Kopacz, która bardzo przyjaźnie ze wszystkimi rozmawiała. Nie przytoczę tu szczegółów konwersacji, bo podczas niej zasnąłem. Czułem tylko zapach kawy, która zawsze dobrze mi się kojarzy z porannym śniadankiem. Robiliśmy też sobie zdjęcie. Jola zastanawiała się nawet, czy mnie nie przegonić, bo przecież żadna lady nie jestem, tylko zwykły pluszowy twardziel.

I trzecia część to miły obiadek w towarzystwie pozostałych Lady i Agnieszki, która wszędzie z nami była i wielkiej życzliwej zawsze Marty. Jeszcze tego dnia spędziliśmy cudowny czas z rodziną.

A 9 maja w fundacji mieliśmy niespodziankę. Całe ludzkie grono Świętowało z torcikiem, baaardzo, baaardzo pachnącym. W pewnym momencie Ania pochwaliła się, że zjada literkę e. Jakie „E?” – zapytała Jola.

- To ja nie umiem czytać, ona właściwie też nie widzi liter, ale to „E” również mocno mnie zdziwiło.

- W cukierni – wspominała Ania – literowałyśmy Pani słowo lady i dodałyśmy, że za nim ma się znaleźć d. Tak więc „lady” wyszło poprawnie, a d, jak się słyszy. U nas jest wesoło, a napis stał się kolejną miłą anegdotą z życia fundacji.

Ściskam Was mocno.

Dumny Red

P.S. A Jola składa gratulacje pozostałym Lady D.

1 komentarz do “Lady D i Gentleman R”

  1. marta+kuba pisze:

    Taaak , Red ma wspaniałą panią. I te wyróżnienie to tylko formalność. Gratulujemy.

Odpowiedz

Komentarz: