Podziękowania dla deszczowych wybawicieli

Chciałem wam opowiedzieć o cudownych ludziach, których spotkaliśmy w ubiegłym tygodniu a tym ludziom bardzo podziękować+. Było to tak: razem z jolą skończyliśmy pracę po dwudziestej pierwszej. Wprawdzie padał deszcz, ale poszliśmy do parku, żeby zadbać o mój „komfort fizjologiczny”. Tam niestety krople nas licznie dosięgały. Wprawdzie, w przeciwieństwie do Joli, nie czułem chlupotu w butach i wdychałem zapachy nieziemskie, lecz moje futerko stawało się coraz bardziej i bardziej mokre. Jola wyglądała już na deszczowego człowieka, a ja na deszczowego psa.

Ten deszczowy dzień to był dzień narodowego wstydu, kiedy to stchórzyliśmy przed piłkarzami angielskimi, głupio tłumacząc się deszczem. Wtedy to jak już wspominałem, sporo po dwudziestej pierwszej, po zakończonej pracy, razem z Jolą udaliśmy się na stację metra, gdzie trochę trzeba było poczekać, a potem w Centrum pójść na przystanek tramwaju, który miał nas dowieźć w okolice gościnnego mieszkania Asi i Brysia. Czas mijał, a na ten przystanek podjeżdżały tylko dwudziestki czwórki. Wtedy Ktoś w końcu ludzkim głosem przeczytał z gadającego słupa, że tramwaje nie pojadą. Popróbowaliśmy jeszcze cierpliwości na przystanku piętnastki. Jola nie doczekała się nie tylko na tramwaj, ale nawet na połączenie z infolinią ZTM, a bardzo miła Pani stała przy nas i zaproponowała nam podwiezienie do domu. Przeszliśmy więc z nią na przystanek autobusowy, żeby tam zaczekać na samochód. Miałem dreszcze, bo jako labrador dobrze radzę sobie z niską temperaturą, ale niekoniecznie dobrze z taką ilością zimnego deszczu. Jola schowała mnie pod swoją kurtkę. Niewiele to dawało, tylko tyle, że nowe krople nie spadały na czubek mojej pluszowej głowy i czułem Joli troskę. Jak zwykle w takiej sytuacji nasiliło mi się wieczne uczucie głodu, ponieważ minęła już tradycyjna pora mojej kolacji.

Wtedy to chłopak tej Pani, która stała z nami, podjechał do Centrum z samego Rakowca. Zabrał ją, mokrą Jolę i mnie – ubłoconego jak nieszczęście. Co za cudowni ludzie. Podwieźli nas nieomal pod drzwi mieszkania. Wiem o nich tylko tyle, że był to Robert i chyba Martyna, którzy za trzy tygodnie zamieszkają na Kabatach. Kochani, serdecznie Wam dziękuję.

Ściskam mocno.

Red

3 komentarzy do “Podziękowania dla deszczowych wybawicieli”

  1. Joanna Witkowska pisze:

    Ciekawe czy ci ludzie przeczytali ten wpis. Jeśli tak, to na pewno było im miło..

  2. Marika pisze:

    Witają serdecznie Robert i Marika (moje imię wszystkim sprawia trudności, zasługa taty :) )
    W deszczowe i pełne niespodzianek dni, z powodu „niezamkniętego dachu na stadionie” , trzeba sobie pomagać, bo niestety ztm nie ogarnia rzeczywistości:)

    Czasami myślę sobie, że dużo przyjemniej jest stać w kolejce, albo czekać w deszczu na tramwaj,kiedy się z kimś rozmawia. Muszę przyznać, że ucieliśmy miłą pogawędkę i lepiej nam się razem mokło:) Szkoda nam tylko było Reda, któremu było nieco zimno.

    Ostatnie dni mieliśmy tak zabiegane, że dopiero dziś wracając z uczelni przypomniałam sobie o tym wpisie, mam nadzieje, że odczytacie razem z Redem:)

    Pozdrawiamy i zapraszamy na kawkę na Kabatach (mamy bardzo dobrą kawę, Roberta specjalność:) )

    Marika i Robert

  3. Joanna Witkowska pisze:

    Bardzo nam miło, że się Państwo odezwali. Bardzo się cieszymy, że okazali Państwo tyle życzliwości Joli i Redowi. Jola jeszcze raz dziękuje i przesyła pozdrowienia. Na pewno sie z Państwem skontaktuje. Ja powiem tylko, że gdyby nie mój urlop, to pewnie mielibyśmy również okazję się poznać, bo też mogłabym moknąć z moim psem czekając na ten sam tramwaj.
    Pozdrawiam serdecznie w imieniu Joli i Reda, a także swoim i mojego psiaka.
    Joanna Witkowska i Bryś

Odpowiedz

Komentarz: