Powoli przechodzę na emeryturę

Długo zastanawiałem się, czy teraz coś Wam o sobie napisać, bo przecież to jest strona psów przewodników, które pracują. A ja właśnie powoli odchodzę na emeryturę.

Pokazałem Wam w ubiegłorocznym listopadowym reportażu jakim byłem świetnym przewodnikiem. Zastanawialiście się wtedy, dlaczego taki profesjonalista i tytan pracy miałby się z własnej roboty wycofywać. Podobnie, jak wy, nie umiałem wówczas odpowiedzieć na to pytanie, choć coraz częściej czułem, że łupie mnie w kręgach.

Pomyślałem sobie jednak, że co tam, jestem przecież wiekowym twardzielem i mam wielką życiową mądrość, więc zbiorę się na odwagę i opowiem jak zmieniło się ostatnio moje życie…

16 grudnia nastąpił w nim dziejowy skok nad przepaścią, wtedy właśnie kręgosłup dokuczał mi tak, że jego ból był nie do zniesienia. Tego dnia niechętnie wyszedłem z Jolą do jej lekarza, a podczas wysiadania z metra na tyle głośno krzyczałem, że wokół nas zgromadziła się spora grupka zatroskanych ludzi. Jeden z nich pomógł nam dotrzeć do lekarza, ale nie jolinego, tylko mojego.

Pomimo leków, które dostałem od weta , wieczorem i rano ciężko było mi się podnieść z podłogi. Jola siedziała przy mnie smutna i usiłowała wpłynąć na poprawę mojego samopoczucia i na ambicję. W misce wylądował nawet wrzucony przez nią motywator, czyli moja smakowita karma, która brzęcząc miło, sprowokowała mnie do ciężkiego westchnienia. Żebym nie musiał być tak bardzo smutny, dostałem oczywiście ziarenka tej karmy do pluszowego dziubka, ale Jola zauważyła, że trudno mi się podnieść. Następnego dnia pojawiła się znajoma Asia z kolejnymi czterema zastrzykami, mocno stawiającymi mnie na nogi. Wieczorem po raz pierwszy do naszego domu przyszła również Pani Doktor Justyna, na której widok bardzo, ale to bardzo się ucieszyłem, ponieważ nie wiedziałem, że ona też będzie atakowała mnie kłujami. Ja również potrafię być niemiły- pomyślałem, gdy pewnego razu podeszła do mnie, jak do obolałego staruszka, wzięła za łapkę, założyła stazę, wbiła igłę i wtedy ożyłem. „Adrenalina wzmocniła Reda”, śmiała się do mnie potem, pijąc z Jolą herbatę.

W związku z tym, kiedy pani Justyna odwiedzała nas później, dla niepoznaki kulturalnie machałem ogonkiem na powitanie, cichcem wycofując się na ukochane posłanko czyli na z góry upatrzoną pozycję. W ten sposób pani Justyna widziała, że ją rozpoznałem.

Jeździliśmy też do pani doktor Awy. U niej z kolei przewracano mnie, robiono mi jakieś zdjęcia rendgenowskie. Prześwietlały się też ze mną dziewczyny: pani doktor, Monika – treserka bez ochronnego fartucha, no i oczywiście Jola. Ta Pani doktor Awa chyba nawet mnie polubiła, ale niestety ja nie odwzajemniam takich uczuć w gabinetach lekarskich. Przykro mi.

Jednak nie to jest najważniejsze – rewolucję stanowi fakt, że ostatnio coraz mniej pracuję. Od pamiętnego 16 grudnia czasem chodziłem z Jolą do fundacji, a ona potem zostawiała mnie z pracownikami, radząc sobie z białą laską. Chociaż może to za dużo powiedziane, że radziła sobie, bo przez te 8 lat mojej współpracy z nią wszystko biedaczka pozapominała. W związku z tym pierwszego dnia wróciła z rozbitymi okularami i dwiema śliwkami na nosie. Czasem zostawałem z moją koleżanką Sonią i jej właścicielką w ich domu, a bardzo rzadko byłem u siebie sam na swoim posłanku. Wtedy Jola pędziła do domu, żeby mnie wyprowadzić. Zdarzało się, że wyprowadzali mnie też inni znajomi.

Nie myślcie sobie, że nie chciałbym pracować, pracuję chętnie, jeśli tylko siły mi na to pozwalają. Chodzimy wtedy po terenie płaskim, unikając schodów. Okazuje się, że jest to możliwe, choć jak zwykle nie do końca, gdyż do naszego mieszkania na drugim piętrze prowadzi przecież mnóstwo schodów. Wieczorem Jola wyciąga też laskę, bo moje stare oczy nie zawsze dostrzegają pasy na przejściach. Mam zalecenie, żeby chodzić, masować się, no i może jeszcze gimnastykować.

Potrzebowałem opowiedzieć moim kolegom po fachu i ich przyjaciołom, jak teraz żyję. W tym celu zebrałem się cały w sobie, zamówiłem dobrą pogodę w dniach 14 – 19 lutego i pojechałem z Jolą na ulicę Dankowicką, gdzie w ramach realizacji projektu fundacji „Vis Maior” „Wiele potrafię bezwzrokowo 2013″ odbywało się szkolenie osób, które pracują z moimi kumplami – psami przewodnikami. Opowiedziałem im o emeryturze, a także o tym, że w starości jest coś pięknego: Mogę sobie patrzeć moimi wiernymi oczami na Jolę i wiem, że ona mnie dalej kocha, nawet kiedy jej już prawie wcale nie pomagam. Uśmiecha się do mnie, a ja z wdzięczności macham ogonkiem.

Nie gniewajcie się za to, że coraz mniej piszę. Jestem często obolały i ciągnie mnie do łóżeczka. Dziękuję Wam wszystkim za wyrozumiałość, a poza tym: Monice za porady w moich sprawach, Oli za wyprowadzanie, lekarzom za pomoc i wzgląd na mój temperament, Brysiowi za pracę, nie tylko z Asią, ale też z Jolą, no i oczywiście Akrylce – mojej platonicznej miłości – za wierność i stałość w uczuciach.

Pozdrawiam Was gorąco.

Red

Odpowiedz

Komentarz: