“wyrwała się cholera”Autor: Sebastian Grzywacz

Cześć.
ludzi i ich reakcjach.
Często ludzie widząc osobę poruszającą się w asyście psa-przewodnika lub przy pomocy białej laski, mają nieodpartą chęć niesienia pomocy.
Zmieniają się w pomocnych samarytan.
Dobrze, że ludzie okazują empatię, jednak pomagać trzeba umieć.

Bardzo często zdarza się, że ludzie nie zapytają osoby niewidomej, czy chce tej pomocy.
Odgadują sami co będzie najlepsze, przez to przekraczają granice przestrzeni osobistej.
Jeżeli Sebastian chce usiąść wydaje mi komendę „ławka” i to na mojej głowie jest odnalezienie wolnego miejsca np. w pociągu, metrze, autobusie, przystanku czy też w parku…
Sebastian nie jest ubezwłasnowolniony i sam podejmuje decyzje, jednak ludzie bardzo często traktują osoby niewidome jako niesamodzielne.
Jeżeli czekamy na autobus, to ma na tyle zdrowe płuca, że potrafi zapytać, jaki numer podjechał, ”zapytać” to mało powiedziane: jak się wydrze, to słychać go na następnym przystanku” smile”
Często ludzie w komunikacji miejskiej, chcą posadzić Sebastiana na siłę, nie zapomnę pani w metrze, która zapałała nieodpartą chęcią posadzenia Sebka.
Kiedy Sebastian spokojnie i z uśmiechem powiedział:
- nie, dziękuję, młody jestem, postoję , pozatym zaraz wysiadam i nie mam ochoty siedzieć.
Pani sprawiała wrażenie osoby głuchej, wręcz ogarniętej obsesją posadzenia Sebastiana.
Wstała, podeszła i złapała Sebka za rękę, próbując odgiąć mu palce, którymi obejmował poręcz.
Stałem w szoku, wszystko działo się tak szybko.
Sebastian nie wytrzymał i krzyknął-
- Oszalała pani, mówię, że postoję,. Jak się chce pomagać, to trzeba najpierw nauczyć się szanować zdanie osoby, której pani chce pomóc.
Kobieta nic nie zrozumiała, odchodząc komentowała, że Sebastian jest nieuprzejmy ona chciała tylko pomóc.
Proszę samemu ocenić kto tu był nieuprzejmy, kobieta niosąca niewłaściwą pomoc, czy Sebastian, który nie pozwolił przekroczyć swoich granic.
Są też śmieszne sytuacje, jak na przykład ta, iedy jechaliśmy z Sebastianem, Asią i Bryśkiem, oraz Jolą i Redem, do radia Tok Fm, aby wziąć udział w audycji.
Ale od początku.
Sebastian miał za zadanie zapoznać się z trasą, opracować plan dojazdu, na ul. Czerską, gdzie mieści się siedziba radia.
Oczywiście miał ważniejsze sprawy i zapomniał sprawdzić.
Już do tego powinni się przyzwyczaić, że Sebek ma pamięć dobrą, ale krótką.
Kiedy spotkaliśmy się z Asią, Jolą, Bryśkiem i Redem, Jola zapytała Sebka czy wie jak dojechać z Centrum na ul.Czerską, ponieważ prosiła go o opracowanie trasy.
Sebastian nie tracąc zimnej krwi, z wyrazem twarzy człowieka pewnego siebie odpowiedział, że nie musiał sprawdzać, ponieważ wie jak mamy tam dojechać.
Blefował. Wiedział tylko, że w okolicach radia zatrzymuję się autobus linii 130.
Jak można się domyślić pojęcie „w okolicach radia”, jest pojęciem względnym, np. przystanek w promieniu 2 km. Od celu jest jeszcze w okolicy, czy już nie jest.
Nie zmienia to faktu, że pognaliśmy na przystanek autobusowy, pełni wiary, że Sebek zna drogę, Z kuzynami pokazaliśmy przystanek, oraz ławkę, aby sobie spoczęli.
Czas nas naglił, audycja zaczynała się punktualnie o osiemnastej i zostało około 20 minut.
Chcecie posłuchać? Kliknijcie tutaj!Przyjechał nasz dyliżans, nie trudno domyślić się, że to nasz, gdyż tam zatrzymuje się tylko jeden autobus.
Wsiedliśmy Z Sebastianem. Pognałem do kierowcy, aby dowiedzieć się, czy w tej tzw. Okolicy znajduje się to radio.
Kierowca był bardzo uprzejmy i poinformował Sebka, że najlepiej będzie się przesiąść do innego autobusu.
Powiedział gdzie się mamy przesiąść, na przystanku wysiadł i sprawdził na rozkładzie, czy na pewno 167 zatrzymuje się na tym przystanku.
Jako że Jola z Asią znajdowały się na końcu autobusu, a my przy kierowcy – na początku, komunikacja między nimi była zawodna, Sebastian jak już pisałem potrafi werbalnie komunikować się na odległość,, tak więc prócz Asi i Joli cały autobus słyszał, że mamy się przesiąść i że kierowca jest bardzo uprzejmy, bo sprawdzi nam, o której mamy autobus.
Wysiedliśmy i zaraz podjechał nasz dyliżans.
Sebastian przepuścił kobiety przodem, jako że jest gentlemanem.
Asia wsiadła i nagle rozległ się przeraźliwy krzyk:
- AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
Czas stanął w miejscu,, zapewne światła zapaliły się w okolicznych domach, szyby zadrżały w autobusie, nie trudno sobie wyobrazić, jak to brzmiało.
Sebastian zaczął się śmiać zupełnie nie adekwatnie do sytuacji, ale on wiedział, co się stało. Dreszcz emocji przeszedł mi po plecach.
Zrozumiałem o co chodzi, to było potworne.
Jakiś człowiek próbował wciągnąć Jolę do autobusu wbrew jej woli. Tak naprawde przekroczył granice i przeszkadzał jej.
Sebastian zapytał z uśmiechem:
- co się stało?
W odpowiedzi usłyszał:
- wyrwała się, wyrwała się cholera.
Pan był tylko tyle w stanie z siebie wydusić.
Podobno szybciej puścił niż złapał.
Nie dziwię się takiej reakcji Joli, zarówno Jola, Asia, jak i Sebastian są osobami sprawnymi fizycznie, więc z wsiadaniem sobie radzą, zresztą nie tylko z tym.
Mają ograniczenia przez to, że nie widzą, ale z całą pewnością sprawnością przewyższają niejednego widzącego.
A za ich bezpieczne przemieszczanie, to ja i moja brać po fachu odpowiada.
Jeszcze jedna sytuacja pokazująca bezmyślną pomoc miała dziś rano miejsce na peronie w Pruszkowie.
Przyszliśmy na stację, czekamy na pociąg, który podjeżdża. Skład zatrzymuje się i Sebastian wydaje komendę
„naprzód”.
Podchodzę na wprost otwartych drzwi, stoję na krawędzi peronu, jakieś pół metra i jest podest, gdzie się wsiada.
Wszystko odbywa się błyskawicznie, z pociągu wychyla się samarytanin, łapie Sebastiana za rękę i chce wciągnąć do środka. Sebastian o mało nie wpada w przerwę między peronem, a pociągiem.
Ostatkiem sił odchyla się do tyłu łapie pion, szarpie swoją rękę do tyłu, a tamten typ nie puszcza, tylko trzymając dalej za rękę wypada na peron.
Sebastian, używając pewnych zwrotów, (nie będę w tym miejscu pisał jakich), dosadnie zapytał, czy facet chciał go pod pociąg wrzucić.
- Ja tylko chciałem pomóc.
Ja tylko chciałem pomóc, jak mantrę powtarza tamten jegomość.
Sebastian na to:
- Ciągnąc za rękę, chciał mnie pan przenieść na tamten świat.
Człowiek zbaraniał, Sebastian mówił:
- Stań na krawędzi a ja zasłonię ci nagle oczy i będę wciągał do pociągu, to jak zareagujesz?
Pan nadal powtarzał, zbierając się z peronu:
- ja chciałem tylko pomóc.
Wsiedliśmy sami do pociągu i przeżyliśmy.
To są właśnie sytuacje, kiedy krew mrozi mi się w żyłach.
Czy naprawdę ludzie muszą przekraczać granice? Przecież wystarczy zapytać i uszanować decyzję osoby, której chcemy pomóc.
Proszę samemu ocenić, kto stworzył zagrożenie.
Tak, takie jest moje życie, pocieszam się tym, że niekiedy mam wrażeni,e że jestem mądrzejszy od ludzi.

1 komentarz do ““wyrwała się cholera”Autor: Sebastian Grzywacz”

  1. martini+Kuba pisze:

    Kocham te komentarze, zawsze czytam z uśmiechem.. Najbardziej mi się podoba zdanie Aby komuś pomóc, trzeba najpierw szanować zdanie osoby, której chce się pomóc- piękna kwintesencja.

Odpowiedz

Komentarz: